![]() |
|||||||||||||
|
|||||||||||||
Na Jasną Górę po góralskuW dniach od 17 do 25 sierpnia 2010 roku odbyła się XXVIII Piesza Pielgrzymka Tarnowska. Miałam okazję pielgrzymować akurat z góralami z „Doliny Dunajca". Przeżycie wyjątkowe: około dziesięciu skrzypiec w grupie i bas. Matce Bożej grali i śpiewali młodzi górale i góralki przez całą drogę. Grupa 19, w której pielgrzymowałam liczyła ponad 380 osób. Nie dało się, w tej dużej grupie, poznać wszystkich do końca pielgrzymki. Bardzo pocieszające jest to, że na szlak wyszło dużo młodych ludzi. Nieśli swoje intencje, dzielili się radościami i troskami... Byli otwarci. W pielgrzymce tarnowskiej uczestniczyłam pierwszy raz. Ma ona swoją specyfikę. Idzie w niej dużo kapłanów. W naszej grupie było ich ośmiu. Do tego klerycy, którzy odpowiedzialni byli za noclegi. Pielgrzymka, a w szczególności grupa góralska jest bardzo zdyscyplinowana. Idzie się piątkami, o czym co chwilę przypomina ksiądz przewodnik. Za każdą grupą jedzie sanitarka - bus wiozący lekarstwa, tudzież kontuzjowanych pielgrzymów. To dobre rozwiązanie, bo w razie niemożności podążania dalej pieszo, jest ratunek. Po drodze mijamy Zabawę i sanktuarium bł. Karoliny Kózki. W tym roku, na ołtarzu polowym przy kościele, dwie pary ślubowały sobie miłość. Jedna z nich szła w naszej grupie. Każdego dnia prowadził nas inny kapłan. W prowadzeniu modlitw pomagali mu parafianie obecni na trasie. Dzięki temu każdy dzień miał inną specyfikę. Można było poznać charakter i mentalność poszczególnych miejscowości wokół Starego Sącza. Jeden z dni poświęcony był kapłaństwu. Na Mszy św. wokół ołtarza zgromadzili się noeoprezbiterzy, którzy wcześniej krótko przedstawiali się - skąd pochodzą i w jakiej idą grupie. Po wieczornym apelu zaś odbyło się prymicyjne świętowanie. W naszej grupie również pielgrzymował neoprezbiter, któremu skrzypki zagrały wieczorem góralskie oberki. Pomimo męczącej trasy młodzi tak tańczyli, że sanitarka zaoszczędziła sporo igieł do przebijania bąbli („zdymek" - według nazewnictwa grupy 19). Jednak na apelach nie tylko tańce bywały. Wieczorem spotykaliśmy się na nabożeństwach i modlitwie podsumowującej nasze całodniowe pielgrzymowanie. Po drodze mijaliśmy różne miejscowości. Ludzie przyjmowali nas na nocleg. Domy były zazwyczaj skromne, lecz gospodarze przyjmowali nas z otwartym sercem. Razem z innymi siostrami - służebniczkami starowiejskimi i siostrą misjonarką Chrystusa Króla stanowiłyśmy grupę noclegową. To dało okazję do wzajemnego poznania się. Siostry służebniczki przygarnęły mnie i misjonarkę pod swój „dach" - tzn. zabierały nas na nocleg, który od 10 lat miały zawsze w tym samym miejscu. Znały, więc, dzieci gospodarzy, były jakby członkami rodzin. Gospodarze czekali na nie, opowiadali, co się wydarzyło od ostatniej pielgrzymki. W jednej rodzinie muzyków odbył się nawet koncert pieśni patriotycznych. Śpiewali gospodarze, księża, służba medyczna i kto tylko nocował jeszcze w tym domu. Koniec końców przyszedł czas na ostatni apel. Trzeba podkreślić, że „technika" towarzyszyła nam od początku pielgrzymki, a to, co zdążyła uchwycić obejrzeliśmy ostatniego wieczoru na pokazie zdjęć. Laptop, projektor i plandeka (w roli ekranu) na samochodzie ciężarowym wiozącym nasze bagaże rozwiązały sprawę. Następnego dnia uroczyste wejście na Jasną Górę - w strojach góralskich i z pieśnią ułożoną na tą okazję. Grupa 19 pokłoniła się Matce Bożej, do której pielgrzymowała 9 dni. s. Katarzyna Starek OSU |
Na dziś
Codziennie na nowo bł. Maria od Wcielenia Warto odwiedzićPoprzednia wersja strony Nasza strona międzynarodowa Szkoły i inne dzieła urszulańskie Wrocław
|
||||||||||||
|
|||||||||||||