![]() |
|||||||||||||
|
|||||||||||||
Zadomowieni w BoguW dniach 20-21 listopada 2010 r. w Skomielnej Czarnej odbyły się rekolekcje „Zadomowieni w Bogu”, w których uczestniczyło ponad dwadzieścia rodzin dzieci z naszej Szkoły Podstawowej nr 159 w Krakowie. Świadectwa:Jeżeli Pan domu nie zbuduje, Jesteśmy jedną z rodzin, które uczestniczyły w rekolekcjach „Zadomowieni w Bogu” w Skomielnej Czarnej w dn. 20-21 listopada 2010 roku. Gdy wracam myślami do tych dni stają mi przed oczami pagórki zalane jesiennym słońcem, widok pól wyglądających z góry jak szachownica, brat Cezary OFM Cap klęczący i śpiewający z dziećmi na łące, chleb z domowym smalcem, piękna w swojej prostocie Kaplica, Najświętszy Sakrament w skromnej monstrancji wystawionej podczas nocnej adoracji. Dla nas, rodziców pochylonych codziennie nad trudem dnia, był to bardzo cenny i ważny czas, dający radość, pokój ducha, siłę do dalszej pracy i poczucie wspólnoty. Pozwalający zatrzymać się, chociaż na chwilę nad sprawami wagi dużo większej niż codzienna troska o chleb. Podczas „Popołudnia Urszulańskiego” Siostra Ewa podziękowała nam za obecność, za to, że mogliśmy spędzić ten czas inaczej, może ciekawiej, a wybraliśmy rekolekcje. To nie tak. Na ten wspólny wyjazd czekaliśmy z ogromną radością i niecierpliwością. Nie podzielaliśmy obawy organizatorów - Czy się uda? Czy uczestnicy będą zadowoleni? To w dużej mierze od nas zależało, co zrobimy z czasem, który został nam ofiarowany przez Boga i tych, którzy zadbali o sprawy organizacyjne. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni Ani, Marcinowi, Siostrom Barbarze i Janie za całe to poświęcenie w przygotowaniu i przeprowadzeniu tego przedsięwzięcia. Za otwartość i zadbanie o każdy szczegół. Program rekolekcji był bardzo ciekawy i zróżnicowany. Myślę, że każdy z uczestników znalazł coś dla siebie. Dla nas bardzo cenna była możliwość spotkania z Jezusem podczas wspólnej Eucharystii i nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu.
W sobotnią noc mogliśmy uczestniczyć w adoracji Najświętszego Sakramentu. Był to czas szczególny ofiarowany zabieganym dorosłym. Czas przemyśleń, zadumy, ciszy i nasłuchiwania. Czas przeprosin za zło, do którego niejednokrotnie wstydziliśmy się przyznać głośno, a za które mieli odwagę przeprosić inni. Czas dziękczynienia za wszystkie dobre i piękne chwile obecne w naszym życiu. Okazja do poproszenia o dary i łaski potrzebne na każdy dzień. Podczas rekolekcji rodzice mogli spotkać się z Siostrą Ewą, Przełożoną wspólnoty krakowskiej, która podzieliła się z nami refleksjami, opartymi na psalmie przytoczonym przeze mnie na wstępie. Spostrzeżenia Siostry Ewy o spłyceniu hierarchii wartości otaczającego nas świata, o dbaniu o sprawy tak naprawdę mało istotne pochłaniające zaś wiele czasu i sił, o zaniedbywaniu relacji międzyludzkich i relacji z Bogiem są bardzo życiowe i wyraźnie zauważalne przez nas na co dzień. Drugim bardzo ciekawym spotkaniem była prelekcja jezuity - ojca Andrzeja, który jest jednocześnie psychologiem. Większość z nas, którzy nie jesteśmy biegli w tej dziedzinie mogła poznać zagadnienia związane z „podziałem” człowieka na 3 „stany skupienia”: ciało, uczucia i duszę (rozum, wola i in.). Najpiękniejsze jest to, że ojciec opisując przykładowe zachowania i źródła konfliktów w małżeństwie, rodzinie, społeczności mówił o ...nas. Odnaleźliśmy od razu siebie w tych ogólnych, anonimowych przykładach! A to oznacza, że jeśli wdrożymy w życie sposoby i metody postępowania zaproponowane przez niego, to nasze codzienne bycie we wspólnocie będzie pełniejsze.
Rekolekcje „Zadomowieni w Bogu” to także czas spotkań rodzin z naszej szkoły, czas nawiązywania znajomości, pogłębiania wzajemnych relacji i wymiany doświadczeń. Piękne jest to, jak pozornie zwykła rozmowa może uspokoić nasze obawy, oddalić lęki i rozwiązać problemy. Radosny był czas spędzony w kawiarence przy kawie, herbacie i domowym cieście. Obraz siostry Barbary (pełniącej chwilowo rolę sprzedawcy) pertraktującej z 3-letnim Kubą, by zamiast soku za 3 zł napił się darmowego mleka na długo pozostanie w mojej pamięci. Dla naszej rodziny rekolekcje były czasem wielkiej łaski. Zatrzymaniem się, żeby na nowo się zastanowić, w jakim miejscu jesteśmy, dokąd tak każdego dnia pędzimy. Mam wielką nadzieję, że inicjatywa wspólnych spotkań będzie kontynuowana i na następne rekolekcje organizatorzy będą zmuszeni szukać dużo większego ośrodka. Jolanta Kozłowska PS. Pierwsze owoce rekolekcji są już widoczne. Mąż zaprosił mnie na obiad we dwoje. Do restauracji. Po 15 latach małżeństwa. Warto było się trudzić.
Jeżeli domu Pan nie zbuduje, Alleluja! Cieszę się, że miałam przyjemność uczestniczyć w dniach skupienia organizowanych dla rodzin z naszej szkoły. Pragnienie spędzenia wolnego czasu w inny sposób, chęć oderwania się od codziennych obowiązków i myśl przewodnia „ZaDOMowieni w Bogu” w sposób szczególny zachęciły również i mnie do małej pomocy w organizowaniu tego wyjątkowego czasu. Już przed wyjazdem byłam pod dużym wrażeniem tego, co dopiero miało nastąpić, dlatego też postanowiłam napisać kilka słów. Na co dzień pracuję z dziećmi w szkole jako nauczyciel, dlatego bardzo naturalne było dla mnie spędzanie z nimi swojego czasu podczas dni skupienia - takie też miałam zadanie. Wielka ufność, radość, prostota, chęć życia w tych młodych jeszcze istotach każdego dnia wprawiają mnie w zdumienie
Nadziwić się nie mogę, że w tak krótkim czasie doświadczyłam tak wiele dobroci od innych ludzi. Każdy uśmiech, słowo dziękuję, gesty dobroci - to wszystko sprawiało, że niebo było na ziemi, tak jak gdyby Bóg miał dom w sercach tych rodzin. Dla mnie to znak ich zaDOMowienia się w Bogu i zaDOMowienia się Boga w nich. Obecność tych rodzin napełaniła moje serce wielką nadzieją na to, że możliwe i piękne jest budowanie relacji międzyludzkich razem z Bogiem i na Jego zasadach, choć współczesny świat reklamuje inne „wartości”. Gorąco wierzę, że nie jest to ostatni taki wyjazd i świadectwo rodzin uczesniczących w nim zachęci innych do podjęcia tego wywzania kolejnym razem. W czasie oczekiwania na następne spotkanie, zawsze podczas czytania Psalmu 127 będę myśleć o tym wyjątkowych dniach spędzonych z Bogiem i z Wami. Za wszystkie znaki Bożej obecności w każdym z WAS! Anna
Kiedy myślę o tym, czego tam doświadczyłam, uśmiecham się... Na wyjazd czekałam z niecierpliwością i dużymi nadziejami. Marzył mi się, bowiem, krótki wypad za miasto z grupą znajomych, którzy podobnie jak ja stale zagonieni też chcieliby się zatrzymać. I wszystko to, a nawet więcej, stało się moim (a raczej naszym, bo pojechaliśmy całą rodziną) udziałem. Świetnie przygotowany i - wierzę - przemodlony program dawał możliwość na pobycie z samym sobą, ze swoimi rodzinami, innymi uczestnikami wyjazdu, wreszcie z Panem Bogiem. Warto zaznaczyć, że właściwe ramy czasowe i urozmaicony program dawały absolutne poczucie wolności i chęć, by we wszystkim uczestniczyć w pełni. Refleksja - jak nazwała swoje wystąpienie siostra przełożona - otworzyła pole do przemyśleń o życiu w pełni. Eucharystia i późniejsze „tête à tête” z Panem były ku temu znakomitym miejscem. Również świadomość, że nasze dzieci słodko śpią, sprawiła, że my, jako małżonkowie i rodzice, mogliśmy w spokoju (jakiego już dawno nie doświadczyliśmy) powierzać siebie i nasze sprawy Bogu. Pewnie warto wspomnieć, że adoracja trwała od 21.00 do 24.00, ale nie był to ani fizyczny, ani duchowy wyczyn, ale łaska przebywania w Bożej obecności. Następny dzień otworzyła wspólna, krótka modlitwa poranna. Później, kiedy rodzice z wielkim zainteresowaniem słuchali konferencji ojca Andrzeja, dzieci miały czas na swawole pod czujnym okiem siostry Haliny i pań opiekunek. Jako że dopisała nam wszystkim nie tylko pogoda ducha, dzieci hasały na świeżym powietrzu. Południowa Eucharystia z kazaniem o Chrystusie Królu przyniosła nam mnóstwo radości, a dzieciom przekonanie, że są księżniczkami i książętami Pana Boga. Pytania księdza Andrzeja uaktywniły wszystkie dzieci i każdy koniecznie coś chciał powiedzieć. Po niedzielnym obiedzie i pogawędkach przy kawie poszliśmy na krótką wycieczkę w ostatnich promieniach jesiennego słońca. Potem był czas na Koronkę do Miłosierdzia Bożego i scenkę-niespodziankę przygotowaną przez ekipę „opiekuńczą” wraz z dziećmi oraz podziękowania dla tych wszystkich, którzy pojęli to naprawdę trudne wyzwanie zorganizowania takiego wyjazdu. Kiedy myślę o tym, czego tam doświadczyłam, uśmiecham się, bo wyjazd kojarzy mi się z prostą radością i poczuciem wspólnotowości, której nie trzeba było budować, bo ona już była. Kojarzy mi się ze słońcem i widokiem brykających dzieci, których na zmiany doglądali rodzice. Wyjazd (choć tak krótki) dał mi oddech, dużo uśmiechu i możliwość spotkania oraz porozmawiania o czymś innym niż tzw. bieżące sprawy. MM |
Na dziś
Niech Jezus Chrystus św. Aniela Merici Warto odwiedzićPoprzednia wersja strony Nasza strona międzynarodowa Szkoły i inne dzieła urszulańskie Wrocław
|
||||||||||||
|
|||||||||||||