logo

IV Niedziela Zwykła

IV NIEDZIELA ZWYKŁA

 

IV Niedziela Zwykła - Śmiech błogosławionych (Mt 5,1-12a)

Ewangelista Mateusz rozpoczyna Kazanie na Górze sceną, która sama w sobie jest już teologią: Jezus wchodzi na górę, siada i naucza. W Biblii góra jest zawsze miejscem objawienia: to tu Bóg mówi, tu daje Prawo, tu odsłania swoją wolę. A jednak to, co Jezus wypowiada, zaskakuje. Nie są to nakazy ani zakazy, lecz osiem razy powtórzone słowo makárioi - „błogosławieni”, „szczęśliwi”. W języku greckim nie chodzi o chwilowe zadowolenie, ale o stan głębokiego spełnienia, który ma swoje źródło w Bogu, a nie w zmiennych okolicznościach.

Pierwsze błogosławieństwo nadaje ton wszystkim kolejnym: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie”. Greckie ptōchoí tō pneumati nie oznacza ludzi pozbawionych ducha czy energii, ale tych, którzy świadomie nie opierają się na sobie, którzy wiedzą, że wszystko otrzymują. Karl Rahner widział w tym fundamentalną postawę człowieka wobec tajemnicy Boga: zgodę, by być obdarowanym, a nie właścicielem sensu, życia czy przyszłości. To właśnie w tej postawie, mówi Rahner, zaczyna się królestwo, bo Bóg może wejść tylko tam, gdzie człowiek nie zamyka się w samowystarczalności.

Podobnie ci, którzy się smucą. Greckie penthountes nie opisuje sentymentalnego smutku, lecz żałobę, doświadczenie realnej straty. A jednak Jezus nie usuwa smutku z drogi ucznia. On go obejmuje obietnicą pociechy. Dla Rahnera to właśnie tutaj ujawnia się „codzienny mistycyzm” chrześcijanina: spotkanie Boga nie w jasności sukcesu, lecz w ciemności, w pytaniach bez odpowiedzi, w wierności, która trwa mimo braku pociechy. To tam człowiek pozwala Bogu być Bogiem. Ewangelia Łukasza jest jeszcze bardziej dosadna - Jezus zwraca się bezpośrednio do uczniów i mówi: „Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie”. Rahner interpretuje ten śmiech jako coś więcej niż ulgę po cierpieniu. Mówi wręcz o „upojeniu radością”, o ekstazie, która należy do ostatecznego spełnienia człowieka w Bogu. Śmiech staje się dla niego językiem nieba, częścią wiecznej chwały Boga. To nie ucieczka od rzeczywistości, ale znak pełnego pojednania z nią. Śmiech, należy do finału historii zbawienia. A jednak ten śmiech nie jest byle jaki. Ewangelia zna też śmiech fałszywy. Jest śmiech powierzchowny, który zagłusza pustkę. Jest śmiech drwiący, który buduje się na czyimś upokorzeniu. Jest śmiech sytego, który potrafi bawić się, nie widząc Łazarza leżącego u bramy. Jest wreszcie śmiech głośny i wymuszony, który często bywa tylko rozpaczliwą próbą obrony przed smutkiem i lękiem. Taki śmiech jest znakiem duchowego zagubienia.

Błogosławieństwa prowadzą inną drogą. Najpierw jest wspomniane ubóstwo ducha, czyli zgoda, by nie posiadać życia na własność. Potem przychodzi płacz, który nie ucieka od rzeczywistości. Dalej cichość, głód sprawiedliwości, miłosierdzie, czystość serca. Wszystkie te postawy uczą jednego: żyć bez iluzji, ale nie bez nadziei. Karl Rahner powie, że właśnie taka egzystencja jest prawdziwie mistyczna, gdyż spotyka Boga nie w uniesieniu, lecz w wierności. Na końcu Jezus mówi o prześladowaniu i używa czasu teraźniejszego: do nich należy królestwo niebieskie. Królestwo (basileía tōn ouranōn) nie jest nagrodą odłożoną na przyszłość, lecz rzeczywistością już obecną, choć ukrytą. Rahner powie: szczęście chrześcijanina jest zakryte krzyżem. Jest realne, ale rozpoznawalne tylko w wierze. Błogosławieństwa pokazują zaś, jak wygląda człowiek, który pozwolił, by Bóg wszedł w jego codzienność, nawet tam, gdzie jest ona trudna, niejasna, naznaczona stratą. To właśnie taka egzystencja, mówi Rahner, jest prawdziwie eschatologiczna: już teraz zanurzona w Bogu, choć jeszcze nie w pełni objawiona.

Dlatego Jezus kończy wezwaniem do radości: „Cieszcie się i radujcie”, ponieważ Bóg jest wierny swojej obecności. A tam, gdzie On jest przyjęty, królestwo już się zaczęło. Dopiero na końcu tej drogi pojawia się śmiech, już nie jako reakcja nerwowa, nie jako ironia, lecz jako owoc drogi ucznia Chrystusa. Rahner sugeruje, że prawdziwy śmiech rodzi się tam, gdzie człowiek wie, że żadna sytuacja nie ma nad nim ostatecznej władzy. To dlatego nawet człowiek cierpiący potrafi czasem żartować, a umierający zachować dystans. Taki śmiech nie neguje bólu, lecz zdradza przeczucie transcendencji, to jest głęboką intuicję, że życie jest większe niż śmierć.

W tym sensie błogosławieństwa są oczyszczeniem drogi do radości. Jezus prowadzi ucznia przez prawdę o świecie i o sobie, aby radość nie była tania, lecz prawdziwa. Śmiech obiecany w królestwie niebieskim będzie śmiechem ludzi pojednanych z Bogiem, z sobą i z rzeczywistością. Dlatego też sama świętość nie ma nic wspólnego z ponurą powagą. Człowiek naprawdę bliski Bogu nie jest tym, który boi się humoru, lecz tym, przy którym można swobodnie oddychać i pośmiać się do rozpuku, jest tym, z którym najchętniej usiedlibyśmy przy stole, przy którym nawet nie zastanawiamy się nad small talkiem.

A błogosławieństwa? One uczą nas, jak do takiego stołu zasiąść.

s. Anna Kalecińska

 

IV Niedziela Zwykła

Ewangelista Mateusz rozpoczyna Kazanie na Górze sceną, która sama w sobie jest już teologią: Jezus wchodzi na górę, siada i naucza. W Biblii góra jest zawsze miejscem objawienia: to tu Bóg mówi, tu daje Prawo, tu odsłania swoją wolę. A jednak to, co Jezus wypowiada, zaskakuje. Nie są to nakazy ani zakazy, lecz osiem razy powtórzone słowo makárioi - „błogosławieni”, „szczęśliwi”. W języku greckim nie chodzi o chwilowe zadowolenie, ale o stan głębokiego spełnienia, który ma swoje źródło w Bogu, a nie w zmiennych okolicznościach.

Na dziś

W duchowej radości
przejdźmy przez to nasze krótkie życie.

św. Aniela Merici