Uroczystość Objawienia Pańskiego
UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

Objawienie Pańskie nie jest sielankowym przedłużeniem Betlejemskiej nocy. To raczej moment, w którym światło Bożego Narodzenia zostaje wystawione na próbę ciemności. Ewangelia Mateusza odsłania scenę pełną napięcia: z jednej strony Dziecko - kruche, milczące, bezbronne; z drugiej Herod - ucieleśnienie lęku władzy, która boi się utraty kontroli. Pomiędzy nimi pojawiają się Mędrcy, przybysze z daleka, ludzie drogi, poszukiwacze sensu. I właśnie w nich objawia się tajemnica Boga, który pozwala się znaleźć tym, którzy odważą się szukać.
Mateusz nie nazywa ich królami. Nie podaje ich liczby ani imion. Tradycja dopowie to wszystko później, jakbyśmy nie potrafili znieść tej ewangelicznej nieokreśloności. A jednak w tej niepewności kryje się siła opowiadania. Mędrcy są „z zewnątrz”: nie należą do ludu Przymierza, nie znają Prawa, posługują się astrologią - narzędziem podejrzanym, a nawet potępianym w Biblii. A mimo to to właśnie oni jako pierwsi, poza Maryją i Józefem, rozpoznają w Dziecku Króla. Bóg nie boi się przekraczać granic, które my tak skrupulatnie stawiamy. Potrafi posłużyć się nawet gwiazdą, odczytaną przez pogańskich uczonych, by poprowadzić ich do Prawdy.
Epifania jest więc świętem wszystkich poszukujących. Świętem drogi, niepewności, pytań i ryzyka. Mędrcy wyruszają, bo coś w nich zostało poruszone - subtelne światło na niebie i jeszcze subtelniejsze światło w sercu. Ich podróż prowadzi przez pałac Heroda, przez kłamstwo i manipulację, przez zagrożenie śmiercią. Droga do Boga nigdy nie jest wolna od ciemności. A jednak gwiazda nie gaśnie. Światło Chrystusa okazuje się silniejsze niż lęk tyrana, niż przemoc imperium, niż noc, która zdaje się gęstnieć.
Gdy wreszcie docierają do celu, nie znajdują pałacu ani tronu. Znajdują Dziecko i Jego Matkę. I wtedy dzieje się to, co najważniejsze: padają na twarz. Klękają. Objawienie Boga nie prowadzi do triumfu, ale do adoracji. Do milczenia, które jest pełne zachwytu. Do gestu, w którym człowiek uznaje, że stanął wobec Tajemnicy większej niż on sam.
Dary, które składają, mówią więcej o nich niż o Dziecku. Złoto - symbol miłości i oddania, tego, co w człowieku najcenniejsze. Kadzidło - znak modlitwy, tęsknoty serca, które unosi się ku niebu. I mirra - żywica cierpienia, zapowiedź śmierci, ale i nowego życia. Przynoszą wszystko, co mają: miłość, pragnienie Boga i doświadczenie bólu. Karl Rahner powie, że tak naprawdę czynili to już wcześniej - cała ich droga była składaniem tych darów przed niewidzialnym Bogiem, który teraz stał się widzialny.
Po spotkaniu z Chrystusem nie mogą wrócić tą samą drogą. To jedno z najcichszych, a zarazem najmocniejszych zdań Ewangelii. Kto naprawdę spotka Boga, nie wraca taki sam. Idzie inną drogą - nie tylko geograficznie, ale wewnętrznie. Zmieniony, dojrzalszy, bardziej wolny. Może dlatego tak chętnie nazywamy Mędrców królami: bo jest w nich godność ludzi, którzy oddali się drodze, zaryzykowali wszystko dla jednej gwiazdy i pozwolili, by Bóg przemienił ich serca.
Gwiazda wciąż świeci. Na progu nowego czasu, pośród naszych niepokojów i ciemności, nadal zapala w nas pragnienie drogi. Czasem wydaje się daleka, ledwie widoczna. Czasem bliska i niemal namacalna. Ale zawsze wzywa do wyjścia z miejsca, w którym jesteśmy. Jeśli zgodzimy się pójść za jej światłem, nie zabierzemy ze sobą wiele. Wystarczy złoto naszej miłości, kadzidło modlitwy i mirra doświadczeń, które nas zraniły, a przez to uczyniły bardziej ludzkimi.
Bóg już nas znalazł. Teraz zaprasza, byśmy pozwolili się poprowadzić. A gdy dojdziemy do celu, pozostanie tylko jedno: uklęknąć, zostawić wszystko u Jego stóp i wrócić inną drogą.
s. Anna Kalecińska

Objawienie Pańskie nie jest sielankowym przedłużeniem Betlejemskiej nocy. To raczej moment, w którym światło Bożego Narodzenia zostaje wystawione na próbę ciemności. Ewangelia Mateusza odsłania scenę pełną napięcia: z jednej strony Dziecko - kruche, milczące, bezbronne; z drugiej Herod - ucieleśnienie lęku władzy, która boi się utraty kontroli. Pomiędzy nimi pojawiają się Mędrcy, przybysze z daleka, ludzie drogi, poszukiwacze sensu. I właśnie w nich objawia się tajemnica Boga, który pozwala się znaleźć tym, którzy odważą się szukać.

Tym więcej jest trudu i niebezpieczeństw,
im większej wartości jest przedsięwzięcie.
św. Aniela Merici