VI Niedziela Zwykła
VI NIEDZIELA ZWYKŁA

VI Niedziela Zwykła VI - Mt 5, 17-37 - Dzieci przykazań
W słowach Jezusa jest napięcie, które na pierwszy rzut oka wydaje się zaostrzeniem prawa. Najpierw słyszymy: „Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”, a zaraz potem wymagania sięgają głębiej niż Dekalog. Nie tylko „nie zabijaj”, lecz także nie pozwól, by gniew zamieszkał w sercu. Nie tylko „nie cudzołóż”, lecz także nie zatrzymuj spojrzenia, które odbiera drugiemu jego godność. To jednak nie jest zaostrzenie norm, ale odsłonięcie ich sensu.
Hebrajskie micwa - przykazanie – posiada bardzo bogaty świat znaczeń: ustanowić, powierzyć zadanie, wyznaczyć drogę, uporządkować, ale też posłać z poleceniem, wysłać posłańca z wiadomością. Przykazanie nie jest więc barierą ustawioną człowiekowi na drodze, lecz przede wszystkim słowem wysłanym do niego. Jest jak ktoś, kto widzi niebezpieczeństwo i wysyła gońca, aby ocalić życie przyjaciela. Bóg nie tyle kontroluje, ile komunikuje i przekazuje człowiekowi wiadomość o tym, jak nie zniszczyć relacji i samego siebie. Dlatego w tradycji Izraela moment dojrzewania religijnego nazywa się bar micwa - syn przykazania. Odtąd człowiek nie tylko słyszy słowo, ale zaczyna je przyjmować świadomie, jak polecenie skierowane osobiście do niego. W gruncie rzeczy każdy człowiek pozostaje takim dzieckiem słowa: potrzebujemy, by wciąż do nas docierało, bo serce łatwo gubi drogę.
W dzisiejszej Dobrej Nowinie Jezus dotyka miejsca, w które to posłanie dociera najpierw - wnętrza człowieka, gdyż zanim pojawi się czyn, rodzi się myśl, potem słowo, a dopiero na końcu działanie. Dlatego pierwsza z antytez, komentarz do przykazania „nie zabijaj”, porusza temat gniewu. Ewangelia używa formy ciągłej: człowiek „gniewający się”, czyli noszący w sobie podtrzymywaną urazę, prowadzący z nią cichy dialog. Tam zaczyna się zabijanie relacji. Zabójstwo nie zaczyna się w pełnym agresji czynie, lecz w sercu, które stopniowo usuwa drugiego ze świata ważnych osób.
Następnie Jezus odsłania, jakie słowa rodzą się z gniewu i nienawiści, które człowiek nosi i pielęgnuje w sobie. Przywołuje aramejskie raka - „pusty”, „nic niewarty”. Potem greckie moros, oznaczające nie tylko „głupca”, lecz także kogoś „bez Boga”, pozbawionego sensu i znaczenia. To już nie są zwykłe obelgi, lecz język odczłowieczenia: wypowiadając je, człowiek odbiera drugiemu godność i usuwa go ze świata osób ważnych. Prawo zakazywało morderstwa, ale religijna praktyka potrafiła tolerować nienawiść. Jezus pokazuje, że Bóg sięga głębiej — do źródła czynu. Z ust wychodzi to, co najpierw zostało przyjęte w sercu. Można nigdy nikogo nie uderzyć, a jednak zranić słowem równie dotkliwie jak ostrzem. Dlatego nagle pojawia się wezwanie: najpierw pojednaj się z bratem, potem złóż dar, ponieważ przykazanie jest posłaniem prowadzącym do życia - a życie zawsze ma kształt relacji. Kult bez pojednania byłby zaprzeczeniem wiadomości, którą Bóg wysyła. Przykazania przecież nie są minimalną granicą zła, ale nowiną przyniesioną przez Boga, aby ocalić w człowieku zdolność kochania. Chronią przed przemocą myśli, przed ranieniem słowem, przed niszczeniem więzi. Bóg posyła słowo jak ktoś, kto troszczy się o człowieka. A Jezus jest ostatecznym słowem posłanym przez Ojca, aby uratować i ocalić nasze więzi.
Możesz więc dziś zapytać nie tylko: czy nikogo nie skrzywdziłem? ale raczej: jakie słowo noszę w sercu wobec drugiego człowieka? Czy moje myśli dają mu miejsce, czy go z niego usuwają? Czy moje słowa budują przestrzeń spotkania, czy raczej ją zamykają?
Przykazanie nie przychodzi, aby ograniczyć twoje życie, lecz aby je ocalić. Za każdym razem, gdy powstrzymujesz gniew, rezygnujesz z raniącego słowa, wybierasz pojednanie zamiast milczącej wrogości, pozwalasz, by Boże posłanie naprawdę dotarło do celu. Wtedy prawo przestaje być ciężarem, a staje się drogą wolności. Spróbuj więc dziś przyjąć je jak list napisany właśnie do ciebie i odpowiedzieć na niego jednym prostym gestem: słowem, które przywraca drugiemu godność, lub krokiem, który odbudowuje relację. Bo tam zaczyna się wypełnienie Prawa - nie w doskonałości, lecz w miłości, która ratuje.
s. Anna Kalecińska

W dzisiejszej Dobrej Nowinie Jezus dotyka miejsca, w które to posłanie dociera najpierw - wnętrza człowieka, gdyż zanim pojawi się czyn, rodzi się myśl, potem słowo, a dopiero na końcu działanie. Dlatego pierwsza z antytez, komentarz do przykazania „nie zabijaj”, porusza temat gniewu. Ewangelia używa formy ciągłej: człowiek „gniewający się”, czyli noszący w sobie podtrzymywaną urazę, prowadzący z nią cichy dialog. Tam zaczyna się zabijanie relacji. Zabójstwo nie zaczyna się w pełnym agresji czynie, lecz w sercu, które stopniowo usuwa drugiego ze świata ważnych osób.

Boże jesteś moim Życiem, bo mnie wypełniasz.
św. Maria od Wcielenia