Bóg, który pierwszy wychodzi w drogę. Historia powołania nie zaczyna się od Abrahama, Mojżesza ani proroków. Zaczyna się w ogrodzie - miejscu harmonii, relacji i bliskości. Zaczyna się od Boga, który stwarza, mówi, zaprasza i ufa. Adam i Ewa są pierwszymi „powołanymi awanturnikami” - nie dlatego, że szukali przygody, ale dlatego, że zostali zaproszeni do życia w wolności, która zawsze niesie ryzyko. Ich historia to szlak, powołanie i awantura - dramatyczna, ale pełna nadziei.
SZLAK - droga, która zaczyna się w ogrodzie
Szlak Adama i Ewy nie zaczyna się od wędrówki w nieznane, ale od zamieszkania. Bóg „zasadził ogród w Edenie” (gan be-Eden), a słowo Eden oznacza rozkosz, obfitość, przyjemność. Człowiek zostaje postawiony w miejscu, które już jest dobre. Adam (’adam) pochodzi od ’adamah - ziemi. Ewa (Chawwa) to „ta, która daje życie”.
Ich droga zaczyna się więc od tożsamości:
- jesteś z ziemi,
- jesteś dla życia,
- jesteś stworzony do relacji.
Adam, wzięty z ziemi (adamah), i Ewa, ta, która daje życie, nie musieli niczego zdobywać ani udowadniać. Otrzymali wszystko jako dar. Ich szlak zaczyna się więc od relacji, od bycia widzianym i nazwanym przez Boga, od chodzenia z Nim po ogrodzie „w porze powiewu wiatru” (Rdz 3, 8) - dosłownie ruach, tchnienia, ducha. To Bóg pierwszy wychodzi ku człowiekowi i zaprasza go do wspólnej drogi. Szlak nie jest samotny. Jest przeżywany razem z Bogiem.
MAPA - wolność, która potrzebuje granicy
Każdy szlak potrzebuje mapy. Bóg ją daje - prostą, jasną, krótką: „Z każdego drzewa tego ogrodu możesz spożywać, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść.”
To nie zakaz dla samego zakazu. To znak, że wolność nie polega na braku granic, ale na zaufaniu Temu, który zna drogę. Drzewo poznania dobra i zła nie jest „złe”. Jest miejscem decyzji: czy człowiek pozwoli, by to Bóg definiował dobro, czy sam zechce „być jak Bóg”. Mapa jest czytelna. Granica nie była ograniczeniem miłości, lecz jej językiem.
POWOŁANIE do miłości przed i po grzechu
Adam i Ewa zostali powołani do miłości, która wyraża się w relacji z Bogiem, w wzajemnej komunii i w trosce o całe stworzenie. Ich powołanie to ’abad i shamar - uprawiać i strzec, służyć i chronić. Było ono darem odpowiedzialności, powierzonym zaufanym rękom człowieka, który miał współpracować z Bogiem, pielęgnując życie i dobro wokół siebie. Po grzechu powołanie nie znika. Jego istota pozostaje niezmienna, choć zmienia się droga, którą człowiek je realizuje. Wstyd, lęk i poczucie oddalenia pojawiają się jako konsekwencje złego wyboru, lecz Bóg nie wycofuje swego wezwania. Nie mówi: „już was nie chcę”. Zamiast tego pyta: „Gdzie jesteś?” - pytanie, które nie oskarża, lecz poszukuje. To wołanie Miłości, która podąża za człowiekiem nawet wtedy, gdy on sam próbuje się ukryć. To pytanie otwiera drogę powrotu, przypomina o wiernym spojrzeniu Boga i o tym, że każde powołanie jest większe niż nasze potknięcia.
AWANTURA
Awantura zaczęła się nie od buntu, ale od pytania. „Czy rzeczywiście Bóg powiedział?” - szept węża podważał nie słowo Boga, lecz Jego intencje. Pokusa nie polegała na pragnieniu zła, lecz na podejrzeniu, że Bóg czegoś odmawia i nie chce dobra człowieka. Owoc był piękny, obiecujący mądrość, a sięgnięcie po niego wydawało się drogą na skróty. W jednej chwili otworzyły się oczy, ale razem z nimi pojawił się wstyd. Człowiek, który dotąd nie bał się spojrzenia Boga, zaczął się chować. Między drzewami ogrodu pojawił się lęk, a w relacji - pęknięcie. A jednak Bóg nie przestaje szukać. Jego pytanie - „gdzie jesteś?” - nie jest oskarżeniem, lecz wołaniem Miłości, która nie godzi się na utratę człowieka. Nawet gdy zapada decyzja o opuszczeniu Edenu, Bóg nie odchodzi. Zatrzymuje się jeszcze, by uczynić coś niezwykle czułego: sporządza dla Adama i Ewy odzienie: „Pan Bóg sporządził dla Adama i jego żony ketonot ‘or - odzienie ze skóry - i przyodział ich” (Rdz 3,21). Hebrajskie słowo עוֹר - skóra - brzmi niemal tak samo jak אוֹר - światło. Jakby Bóg, wiedząc, że człowiek utracił swoje pierwotne szaty światła, nie pozwalał mu odejść nagiemu i bezbronnemu. Okrywa go. Chroni. Przygotowuje na dalszą drogę.
Powołanie nie zostaje wycofane. Zostaje pogłębione. Miłość Boga okazuje się wierniejsza niż ludzka niewierność, a szlak, który teraz prowadzi przez trud i pot, nadal pozostaje drogą z Bogiem. Historia Adama i Ewy nie kończy się wygnaniem, lecz obietnicą. To początek długiej wędrówki Boga z człowiekiem - wędrówki, która przejdzie przez pustynie i miasta, przez zdrady i powroty, aż po ogród, w którym grób okaże się pusty.
Pytanie do mnie:
A dziś ta historia pyta mnie: gdzie ja się ukrywam, przed czym zasłaniam liśćmi wstydu, i czy wierzę, że Bóg także mnie chce okryć - nie oskarżeniem, lecz troską - na moim własnym szlaku powołanych awanturników?

Ewangelia tej niedzieli prowadzi nas w samo sedno tego napięcia między bliskością Boga a ludzką niezdolnością rozpoznania Go bez miłości. Kiedy Jan wypowiada słowa: „Oto Baranek Boży”, nie tworzy nowego obrazu. Sięga po język głęboko zakorzeniony w pamięci Izraela. Jest ofiarą składaną zamiast człowieka, a nie obok niego. To zwierzę, które nie broni się, nie ucieka, nie walczy – i właśnie dlatego może zostać złożone na ołtarzu.

Wiernie i radośnie
trwajcie w rozpoczętym dziele.
św. Aniela Merici