Życie jest drogą. Nie mapą z wyraźnie zaznaczonymi punktami, lecz szlakiem, który odsłania się krok po kroku. Każdy z nas jest pielgrzymem - wędrowcem szukającym sensu, prawdy i celu. Idziemy ścieżkami, które nie zawsze są proste ani wygodne, czasem prowadzą przez ciemność, czasem pod górę. A jednak właśnie tam, w drodze, najpełniej odkrywamy siebie i Boga, który idzie z nami, często cicho, dyskretnie, ale wiernie.
Wierzę głęboko, że nikt z nas nie znalazł się na tej drodze przypadkiem. Każdy ma swoje niepowtarzalne miejsce w historii świata i swoje imię zapisane w sercu Boga. To On pierwszy wychodzi z inicjatywą - woła, wybiera, zaprasza do współpracy. Powołanie nie jest więc dodatkiem do życia, ale jego rdzeniem. Dlatego w tej przestrzeni będziemy przyglądać się tym, którzy ten głos usłyszeli: biblijnym bohaterom, świętym i ludziom naszych czasów, którzy odważyli się odpowiedzieć „tak”, choć nie znali całej drogi, jaka była przed nimi.
A „awanturnicy”? To słowo może zaskakiwać, a nawet prowokować, ale w swoim źródle kryje niezwykłe piękno. Sięga najpierw do łacińskiego adventūra, związanego z adventus - nadejściem, przybyciem, tym, co dopiero ma się wydarzyć. Awanturnik to więc ktoś, kto żyje w napięciu oczekiwania, kto wychodzi naprzeciw temu, co nadchodzi, gotów podjąć ryzyko, bo wierzy, że przyszłość niesie obietnicę. Dopiero później słowo to zostało przejęte przez język francuski jako aventure - przygoda, niezwykłe zdarzenie, ryzykowne przedsięwzięcie. Z czasem pojęcie to zaczęło kojarzyć się z zamętem, kłótnią czy niepokojem. A przecież powołanie właśnie takie bywa. Potrafi zrobić „awanturę” w sercu - zachwiać spokojem, poprzestawiać priorytety, zburzyć misternie ułożone plany i wyprowadzić nas daleko poza strefę komfortu. Ale to nie chaos dla samego chaosu. To zaproszenie do największej przygody życia.
Szlakiem Powołanych Awanturników idą więc ci, którzy nie boją się zaufać głosowi Boga, nawet gdy prowadzi on przez burzę, niepewność i zmianę planów. To ludzie, którzy wolą ryzyko drogi niż bezpieczne trwanie w miejscu. Jeśli czujesz, że w Twoim sercu też czasem rodzi się taka „święta awantura” - zapraszam. Wyruszmy razem w drogę.
s. Anna Kalecińska OSU

Ewangelia tej niedzieli prowadzi nas w samo sedno tego napięcia między bliskością Boga a ludzką niezdolnością rozpoznania Go bez miłości. Kiedy Jan wypowiada słowa: „Oto Baranek Boży”, nie tworzy nowego obrazu. Sięga po język głęboko zakorzeniony w pamięci Izraela. Jest ofiarą składaną zamiast człowieka, a nie obok niego. To zwierzę, które nie broni się, nie ucieka, nie walczy – i właśnie dlatego może zostać złożone na ołtarzu.

Patrz na Syna Bożego
jakby dla ciebie samej przyszedł na świat.
Jest twój, jest twoim wszystkim,
jest twoją jedyną Miłością.
św. Maria od Wcielenia