Za oknami – pewno nie tylko w Warszawie - niemal cały czas słyszy się pędzące na sygnale samochody służb medycznych. Z szacunkiem patrzymy na siedzących w nich ludzi w białych ochronnych ubraniach. To oni, jak się teraz często podkreśla, są na pierwszej linii frontu. Ale tuż za tą linią jest całe zaplecze zwykłych ludzi, którzy wielkodusznie włączają się w działania mające na celu opanowanie trudnej sytuacji spowodowanej koronawirusem. I my staramy się do nich należeć.
„Wszystkie ręce na pokład”…. Przede wszystkim wznosimy nasze ręce w geście codziennej modlitwy - wzmożonej w tym czasie o dodatkowe adoracje Najświętszego Sakramentu, wspólny różaniec, Koronkę do Miłosierdzia … Śpiewem Suplikacji błagamy Boga, by zmiłował się nad światem zmagającym się z wirusem i jego konsekwencjami.
Jesteśmy otwarte na tych, którzy do nas dzwonią z prośbą o modlitwę lub chcą po prostu usłyszeć kogoś, porozmawiać, podzielić się swoimi obawami. Do naszych furt ciągle pukają osoby biedne, bezdomne, które teraz jeszcze bardziej potrzebują zwykłej uwagi i konkretnej pomocy. Zbliżają się Święta, więc przygotowujemy dla nich paczki. Przychodzą też osoby starsze, często tylko po to, by się upewnić, czy im pomożemy zrobić zakupy, wykupić receptę, gdy będzie taka potrzeba, bo – jak mówią – „na razie jeszcze sobie radzimy”…. I odchodzą uspokojeni z numerem naszego telefonu na kartce. Tam, gdzie jest to możliwe, a przede wszystkim, na ile pozwalają na to obowiązki, zwłaszcza szkolne, siostry podejmują się szycia maseczek ochronnych. Jedna ze wspólnot postanowiła też wnieść swój finansowy wkład w zakup respiratora.
Staramy się mieć oczy i uszy otwarte, by na bieżąco rozeznawać, co jeszcze możemy zrobić, jak włączyć się w istniejący już łańcuch ludzkiej solidarności.
Czas pandemii koronawirusa i wprowadzony w konsekwencji stan epidemii jest wyzwaniem dla nas wszystkich. Wyzwaniem, które jest sprawdzianem naszej ludzkiej, ale przede wszystkim chrześcijańskiej wrażliwości. Zróbmy wszystko, by zdać go pomyślnie!
E.D.

Ewangelia tej niedzieli prowadzi nas w samo sedno tego napięcia między bliskością Boga a ludzką niezdolnością rozpoznania Go bez miłości. Kiedy Jan wypowiada słowa: „Oto Baranek Boży”, nie tworzy nowego obrazu. Sięga po język głęboko zakorzeniony w pamięci Izraela. Jest ofiarą składaną zamiast człowieka, a nie obok niego. To zwierzę, które nie broni się, nie ucieka, nie walczy – i właśnie dlatego może zostać złożone na ołtarzu.

W duchowej radości
przejdźmy przez to nasze krótkie życie.
św. Aniela Merici